MuzaNowa.pl o nowej płycie

To nie jest żadna ciekawostka. żadna nowinka ze Wschodu. W ogóle Atmasfery w ten sposób postrzegać nie można. To w pełni profesjonalny i dobrze w Polsce znany zespół, który bez żenady może stanąć na każdej scenie świata i sobie poradzi. Dowodem na to jest „Integro” – kolejny album w dorobku ukraińskiej formacji. Gdy rozmawiałem z Atmasferą po wręczeniu im Złotego Bączka na Przystanku Woodstock w 2009 roku, mówili sporo o tym, że Atmasfera to nie tylko muzyka. To swoisty sposób postrzegania świata. Bardzo korzenny, świadomy, a także daleki od twórczości Kół Gospodyń Wiejskich. To wszystko doskonale słychać na „Integro”.
Płyta jak najbardziej folkowa, a jednocześnie niezwykle nowoczesna. Nie mamy tu do czynienia z klasyczną muzyką etniczną, raczej z inspiracją folklorem, w dodatku nie tylko wschodnim. Cały ten konglomerat inspiracji jest znakomitą bazą dla dwugłosów sióstr Jaremczuk. Wierzcie mi, te dwugłosy na koncertach brzmią jeszcze lepiej, niż na płycie. Zresztą o warsztacie muzyków Atmasfery można spokojnie napisać pracę magisterską. Tak nie grają i nie aranżują swoich utworów amatorzy. To absolutny muzyczny profesjonalizm, wszystko wyważone i na swoim miejscu.

Ktoś powie, że w takiej muzyce najważniejsza jest energia. Pewnie! I na „Integro” owej energii wcale nie brakuje. Znakomity warsztat, dbałość o najmniejszy muzyczny szczegół nie przeszkadza muzykom w niezwykle energetycznym przekazie. Przyczepić się można w zasadzie tylko do tracklisty, bo album zawiera tylko dziewięć utworów, z dodatkiem trzech, okrojonych nieco radiowych wersji. Ale z drugiej strony – lepsze to, niż nic. Zawsze zresztą narzekam na długość, gdy płyta jest fajna i posłuchałbym więcej.
Album się świetnie rozpoczyna – „In…” to taki wschodni oddech Enyi, wsparty wokalem Andriya Shadiya, mandolinisty Atmasfery. Wolno i nastrojowo. „Endless story” to rzewne, bliskowschodnie intro, ocierające się nawet o elementy muzyki żydowskiej. A potem już sam dynamit, z dwugłosem Julii i Nastii. I właściwie ten klimat Atmasfera trzyma do końca płyty. Raz wolniej, raz szybciej, ale wciąż barwnie, ciekawie i niezwykle melodyjnie, jak to na Wschodzie.  „Another world”, rytmicznie oparty o elementy muzyki andyjskiej, wokalnie zdecydowanie jest utworem o wschodnioeuropejskich korzeniach. „Aborygeński” niemal „Whisper”, opleciony z kolei hinduską skalą, ciągle jest utworem ze wschodu Europy. Podobnie historia się ma z odrobinę celtyckim „Flower and the Wind”, czy plemiennym północnoamerykańskim „Kozakiem” – gdzie by ucha nie przystawił słychać fuzję wschodniego folkloru z elementami etnicznej muzyki świata. I to wszystko w doskonałym wykonaniu.

„Integro” Atmasfery poniekąd jest kontynuacją albumu „…forgotten love”, ale znacznie bardziej rozwiniętą, przekraczającą granice, zarówno te realne, jak i te muzyczne. „Integro” to dowód, że można zagrać wszystko, co tylko się wymyśli. Trzeba jedynie wiedzieć, jak to zrobić i dysponować warsztatem najwyższej próby.

 autor: Darek krawczyk

<Źródło>

Aplikacja na androida z Google Play