"Integro" według Wojciecha Ossowskiego

Ci, którzy znają Atmasferę wiedzą czego się spodziewać po tym krążku. Ci, którzy słyszeli poprzedni, odnajdą też i znajome utwory, a mimo to, płyta cieszy uszy.
Przyznam się, że z zainteresowaniem śledzę losy ukraińskiej muzyki najnowszej, tej z folkową nutą. Atmasferę usłyszałem po raz pierwszy na kuriozalnym festiwalu i konkursie Folkowo.pl - kuriozalnym, bo pozbawionym publiczności. W dzień, w okolicznościach dalekich od romantyzmu. Przez scenę przewijały się lepsze i gorsze zespoły, ja zaś byłem w jury. Czas płynął leniwie. Na scenie zainstalował się zespół z Ukrainy, który nie przypadł mi do gustu a potem kolejny i tu przeprosiłem kolegów jurorów i podszedłem pod scenę. Atmasfera, mimo niesprzyjających okoliczności mnie porwała i uwiodła swą sztuką.
Nie cierpię ukraińskiego folku rubasznego. Stolicą tego grania nie jest nawet Kijów czy Lwów a dawny Berlin Wschodni, gdzie sentyment za NRD pozostał a ruskie i ukraińskie granie do gorzały dożywa swej artystycznej emerytury. Tego rodzaju tani repertuar sprzymierzył się z reggae i ska i uważam go za odwrotność dumy z własnej tradycji. Czerep rubaszny, ot muzyka z kompleksem.

 

Tymczasem Atmasfera sięgając po ukraińskie czy huculskie tematy czyni to atmosferycznie, z klimatem. Wydaje mi się, że mieszając swoją tradycję z doświadczeniami Celtów (Enya, Paul Mounsey, Clannad), sięgając po poetykę sztuki rodem z Real Worldu Petera Gabriela czasami nawet trącąc estetyką Bila Lasewlla i komponując to z klimatami wschodnimi ala Krishna Das, dają muzyce ukraińskiej nowy kontekst, osadzają ją w innej nieco perspektywie.
Nie jestem miłośnikiem World Music rozumianego jako inteligentny pop, w którym króluje Anna Maria. Atmasfera nawet chyba nie dba o taką "polityczną" poprawność. To World Music, które przemawia zarówno do serca jak i do intelektu. Może trafnym byłoby porównanie z Dead Can Dance? Może skrzypce czasami wplecione w tkane delikatną linią tło, które migoce tu jak w muzyce impresjonistycznej, przywołają na myśl wyprawy Martina Cradicka do afrykańskiego buszu, bo też i połączenie bębnów i akustycznego brzmienia w transowych utworach niedalekie jest od "Baka Beyond". Analogii można wykazać wiele. Zapewne nie jest to odkrywcza muzyka mając cały świat w perspektywie, ale jest to jesli nawet banał, to jakże piękny.
Dawno już zakochałem się w Atmasferze i ta płyta nie pozwala mi się spod jej uroku wydostać.
Równolegle z płytą, na której odnajdziemy 9 utworów + 3 wersje radiowe, ukazało się DVD z pięknie ilustrowaną zdjęciami książeczką. Warto upolować!!!
W każdym razie ciekaw jestem, bo przy Atmasferze takie Hajdamaki wydają się propozycją jakże prostą i rubaszną. Świat jednak może nie być ciekaw zawiłości i niuansów a potrzebować czegoś prostego i oczywistego, dlatego też śledzę losy i Hajdamaków i Atmasfery. Z oboma się znam i przyjaźnię, życzę im też sukcesów, a jeśli ustawiam oba składy w roli konkurentów to tylko w pojedynku na sztukę i ciekaw jestem skuteczności oferty i otwartości świata na nią.

<Źródło>

Aplikacja na androida z Google Play