Atmasfera na bieszczadzkim Rozsypańcu 2010

(...) Pojawiła się, i dla mnie i dla sporej już publiczności, swoista świeżość. Zespół prawdziwy na scenie, pełen żywiołu i energii. Siostry śpiewające i grające na flecie i klawiszach, do tego mandolina, gitara, gitara basowa i to, co ujęło chyba wszystkich. Na samej krawędzi sceny, pośrodku, niczym frontman, rozebrany od pasa w górę ale w rękawiczkach, człowiek grający na djembe. I to jak! Rytmy jakie wygrywał z wprawą i dbałością o dynamikę, a także sposób w jaki to robił, przypominający Kozaka walącego w tarabany, zachęcającego do walki swoich ziomków, poderwał całą publiczność. W rezultacie Atmasfera z Kijowa, bo o Niej mowa, nie mogła szybko zejść ze sceny. Wojciech Ossowski bardzo chciał utrzymać ramy czasowe koncertu ale nic z tego. Widownia była bezlitosna. O ile dobrze pamiętam wywalczyła cztery bisy. Warto dodać, że cały zespół był perfekcyjnie przygotowany. Z wielkim szacunkiem podszedł do swoich gości i gospodarzy zarazem. Każdy z nich coś mówił ze sceny po polsku w czasie trwania koncertu i brzmiało to całkiem sensownie w porównaniu do innych prób tego typu, których kiedyś słuchałem. Jedyne potknięcie Atmasfery to przywiezienie na Rozsypańca… 33 egzemplarzy swojej płyty (sic!), która dosłownie została rozszarpana przez tłum fanów.
Fragment artykułu (autor: Zbigniew Siudy)

Źródło: folk24.pl

(...) Absolutnym szaleństwem zaś był występ ukraińskiej grupy Atmasfera. Swoją muzyczną charyzmą roztańczyli blisko dwutysięczną publiczność. Ich sceniczne zaangażowanie porywało. Po występie płyty rozeszły się w tak szybkim tempie, że artystom trudno było nadążyć z ich podpisywaniem. Niewątpliwie zespół stał się niekwestionowaną gwiazdą tego wieczoru, dzieląc się z publicznością swoją energią.

(...) Najwiecej emocji wzbudził występ ukraińskiego zespołu Atmasfera, któremu publiczność dosłownie nie pozwalała zejść ze sceny. Błyskawicznie rozeszły się także płyty zespołu.

Źródło: Stowarzyszenie Moje Bieszczady
Aplikacja na androida z Google Play